Tomasz Lis zaliczył największą wpadkę od czasów cytowania wpisów z fałszywego konta Kingi Dudy. Na dziennikarza po raz kolejny spadła lawina krytyki. Tym razem zarzucono mu nieznajomość zasad działania reklam kontekstowych Google oraz poszukiwania przygód na ukraińskich portalach randkowych. Czy krytycy Lisa mają rację? Niekoniecznie.

Hasztag #ReklamyLisa szybko zdobył popularność w internecie. Oto wpis z Twittera, który wzbudził kontrowersje:

Tomasz Lis zarzucił portalowi reklamowanie ukraińskich portali randkowych. Jednak jak widać na załączonym zrzucie ekranu jest to ewidentnie reklama Google AdSense. Portal nie wybiera poszczególnych reklam, które będą wyświetlane na stronie. Zobowiązuje się jedynie do wyświetlania reklam z puli sieci reklamowej firmy Google.

Osoby po stronie witryny niezalezna.pl nie są w stanie przewidzieć jaka reklama wyświetli się danemu użytkownikowi. Na witrynę wklejany jest jedynie kod dostarczany przez Google odpowiedzialny za to, aby w danym miejscu witryny wyświetliła się reklama z sieci reklamowej Google AdSense.

Portal jest w stanie zadeklarować, że określone typy reklam powinny być blokowane, jednak nie ma wpływu na blokowanie każdej reklamy z góry. Ponadto, należy pamiętać, iż firma Google wykorzystuje algorytmy w celu identyfikacji niepożądanych reklam oraz zatrudnia wiele osób, które manualnie weryfikują jakość reklam wyświetlanych przez system.

Nawet sam Google nie jest w stanie zapobiec wyświetlaniu wszystkich niechcianych reklam, więc co dopiero mały portal niezalezna.pl? Ani portal niezalezna.pl, ani tym bardziej partia polityczna nie były odpowiedzialne za wyświetlenie tej reklamy.

Pojawia się jednak kolejne pytanie – czy redaktor Lis odwiedzał wcześniej strony randkowe z ofertami ukraińskich kobiet? Czy wyszukiwał takie treści w wyszukiwarce? Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna.

Oto trzy możliwe scenariusze na obronę dziennikarza:

  1. Nawet jeśli założymy, że rzeczywiście zadziałał w tym przypadku mechanizm retargetingu spersonalizowanego, to należy pamiętać, że Tomasz Lis jest dziennikarzem i podobnych treści mógł szukać np. przy okazji pisania artykułu nt. Ukrainy, portali randkowych, samotnych kobiet, prostytucji itp.
  2. Google wyświetla reklamy również w oparciu o szereg innych czynników. Możliwe, że reklamę kierowano w oparciu o zainteresowania i cechy demograficzne odbiorcy. Bez względu na to jakie strony przeglądał w przeszłości.
  3. Program AdSense wykorzystuje kierowanie geograficzne reklam. Osoba przebywająca w Polsce otrzymuje inny zestaw niż osoba przebywająca na Ukrainie. Osoba powracająca z wyjazdu zagranicznego może otrzymywać reklamy przeznaczone dla innego kraju przez pewien czas po powrocie. Warto zwrócić uwagę, iż reklama widoczna na zrzucie ekranu dziennikarza została przygotowana w języku angielskim.